Menu

kim jesteśmy dokąd zmierzamy

Już w chwili zakładania bloga okazało się, że nie ma dla niego odpowiedniej kategorii

Depresja

kimjestem

Kontrowersyjny ostatnimi czasy serial polskiej produkcji „Ślepnąc od Świateł” zawiera scenę, która porusza bardzo ważną kwestię ciężkiej choroby jaką jest depresja.

Serial, moim skromnym zdaniem warto zobaczyć, żeby móc się chociażby wypowiedzieć. Dla mnie były w nim zawarte momenty intrygujące, dające do myślenia i trzymające w napięciu. Świetne zdjęcia dają poczucie dumy, że w Polsce mamy wybitnych artystów, których godnie reprezentuje Michał Englert. Jednak całościowo oceniając fabułę i jego realizację nie mogę powiedzieć, że jest to arcydzieło, szczególnie patrząc na drewnianie odgrywającego główną rolę Kamila Nożyńskiego (tak wiem, w książce postać tak się zachowywała, jednak uważam, że dobry aktor popracowałby chociażby nad modulacją głosu – gdy nasz bohater się nie odzywał, nie było aż tak tragicznie, jednak tonacja głosu i wypowiadane w sposób przedszkolny frazesy sprawiały, że chciało się wyłączyć HBO). Monolog, wygłoszony przez znakomitego aktora Roberta Więckiewicza, który w moim mniemaniu wraz z Janem Fryczem skradli show przygniatając swoim kunsztem aktorskim, pierwszoplanowego Kubę, w karykaturalny sposób porusza trend na depresję. 

 

Przechwytywanie1

 

 Słuchając ludzi dookoła bardzo często słyszę, że przechodzą depresję. Zawsze jest mi wówczas przykro i zastanawiam się jak mogę pomóc. Ale nie tylko ta myśl przychodzi mi do głowy. W takich sytuacjach bardzo często zapala mi się czerwona lampka z pytaniem „czy aby na pewno jest to depresja”. Depresja jest bardzo ciężką chorobą, która jest niestety nadto często mylona ze stanami dawniej nazywanymi chandrą. Mam poczucie, że nadużywanie tego czasownika powoduje zmniejszenie czułości i umiejętności dostrzerzenia objawów tej dotkliwej przypadłości.

Tak jak mogę się zgodzić, że prawdopodobnie większość z nas w życiu przechodziła chwile przygnębienia. Wydają się one w danym momencie nie do zniesienia, odbierają chęć do życia, sprawiają że wszystko w koło jest bezsensowne i becelowe. Celowo użyte określenie „chwile” mają na celu podkreślenie czasowość tego odczucia. Depresja ma jednak to do siebie, że jest długotrwała i nie przechodzi „od tak”. Prócz odczucia bezsilności w życiu prowadzi bardzo często do myśli samobójczych i okaleczania się.

Tu kolejna kwestia, która obawiam się, że jest trendem – okaleczenia. Naprawdę ciężko mi sobię wyobrazić co może czuć człowiek, który zbiera się na odwagę zrobienia sobie krzywdy. Niestety coraz częściej słyszę dookoła, że jest to bardzo duży problem, szczególnie wśród młodzieży. Martwi mnie czy doprowadziły do tego czasy, w których żyjemy, gdzie zaszczepia się ciągłą walkę o bycie najlepszym, gdzie nie mówi się szczerze o wartościach i nie pokazuje prawdziwych autorytetów, tylko przedstawia wyidealizowany świat instagramowy, nierzadko tworzony przez osamotnionych ludzi. Czy Znakiem Naszych Czasów na prawde muszą być samotność, nieszczerość i smutek. A może to tak naprawdę nie Znak Naszych Czasów, tylko w Naszych Czasach dopiero zaczęto o tym mówić.

Inną kwestią nad którą się zastanawiam w kontekście depresji i jej ujawnieniu w niedalekiej przeszłości jest pytanie, czy narastająca otoczka wokół tego schorzenia nie powoduje, że „dobrze ją mieć”? Bo przecież jest ona niezawonym sposobem zwrócenia na siebie uwagi. Bo wówczas więcej ci wolno, bo wówczas otoczenie obchodzi się z Tobą trochę jak z jajkiem. Bardzo przepraszam osoby, które rzeczywiście mają zdiagnozowane to schorzenie, to pytanie w żaden sposób nie miało żadnego z Was urazić. Ta teza ma jedynie dać do myślenia szczególnie osobom, które w głębi duszy czują, że może jednak nie jest ze mną aż tak źle, a jednak celowo użalają się nad sobą, bo tak im łatwiej, a nie zważają na konsekwencje swojego zachowania. Chodzi mi o poruszenie do myślenia, że powoływanie się na odczuwanie tej anomalii pomimo jej braku jest bardzo krzywdzące w obec osób, które rzeczywiście cierpią i nie potrafią sobie z tym poradzić.

Skąd ten mój osąd?

I tu wracamy do wstępu tego posta czyli karykaturalnego przedstawienia podejścia do choroby. Uważam, że osoby wykorzystujące depresję do stania się zauważonym, jednocześnie nie przechodzące ciężkiego schorzenia, powodują, że wśród innych osób zmienia się drastycznie sposób myślenia o tej kondycji psychicznej.

Bardzo Was proszę i nawołuję do zastanowienia się przynajmniej 10 razy, czy aby na pewno Wasze poczucie beznadziejności jest spowodowany chorobą, zanim użyjecie tego sformułowania.

Ciekaw jestem czy ktoś z Was spotkał się z przypadkami prawdziwie poważnej choroby i jej ewidentnego nadużycia? Co wtedy zrobić? Jak zareagować? A może sami się z nią zmagacie i chcielibyście się anonimowo podzielić jakiej pomocy potrzebujecie od świata? Chętnie przeczytam Wasz pogląd na tę sprawę.

 

© kim jesteśmy dokąd zmierzamy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci